| Sanktuarium Najświętszego Serca Pana Jezusa |
|
 |
| |
|
|
Studenci
Kiedy jesienią 2000 r. pojawiłem się na Universytecie im. I. Loyoli w Chicago, nie
miałem żadnej koncepcji współpracy ze studentami. Moim zadaniem było przygotowanie
doktoratu z etyki społecznej, o miejscowym życiu studenckim niewiele wiedziałem.
Szybko jednak nawiązałem kontakt ze Stowarzyszeniem Polskich Studentów (zwanym w
skrócie „polskim klubem”) na uczelni i od samego początku poczułem się w tym gronie
„swojsko”. Pytanie o liczbę polskich studentów na Loyola University jest jednym
z tych kłopotliwych pytań, na które trudno precyzyjnie odpowiedzieć. Oficjalnie
zarejestrowanych w klubie jest ponad sto osób, znacznie więcej jest takich, którzy
posługują się językiem polskim jako swoim językiem ojczystym, niemniej jednak aktywnie
działa w Stowarzyszeniu około 20 – 30 osób. Na niektóre imprezy klubu przychodzi
ponad 200 osób, by wymienić tu przykładowo doroczną dyskotekę nocną na statku na
jeziorze Michigan.
Udało nam się zorganizować comiesięczną Msze Św. w języku
polskim na terenie Kampusu Lake Shore, w kaplicy domowej głównej jezuickiej rezydencji.
Nie chcieliśmy obstawać przy Mszy cotygodniowej (choć raz po raz słychać takie postulaty),
by nie odciągać polskich studentów od Mszy studenckich w języku angielskim organizowanych
dla wszystkich studentów na uczelni w niedzielne wieczory. Po każdej Mszy organizujemy
spotkania przy kawie i herbacie w salce pod kaplicą. Przychodzą nie tylko studenci,
ale również rodzice, koledzy, przyjaciele, osoby mieszkające w sąsiedztwie. Oprócz
spotkania eucharystycznego i modlitwy w języku polskim jest to również okazja do
zintegrowania się środowiska polskiego na Loyoli i wokół Loyoli. Od czasu do czasu
zapraszamy jakiegoś prelegenta. Msze św. w środy popielcowe czy pikniki u jezuitów
są kolejnymi przykładami jezuicko-studenckiej symbiozy. Dodać trzeba, że od samego
początku mogłem liczyć ma pomoc jezuitów z Avers Avenue. Jako diakon nie mogłem
jeszcze sam sprawować Eucharystii, więc pomoc kapłańska moich współbraci oraz wsparcie
O. Superiora P. Kosińskiego SJ były nie tylko elementem pomocnym ale wręcz warunkiem
konstytutywnym duszpasterstwa akademickiego na Loyoli.
Działalność klubu polskiego jest bardzo aktywna i rozległa
(wyjazdy na narty, wieczory filmu polskiego, różnorodne dyskoteki i spotkania nieformalne,
publikacje w polskiej prasie, itd.) i nie chcę jako kapelan klubu przypisywać sobie
zasług nienależnych mi. Przez te dwa lata członkami zarządu byli i są wspaniali
młodzi ludzie, którzy wiele czasu i energii wkładali w animowanie prac klubu. Dla
mnie było zawsze ważne, by być w tym środowisku pośrednikiem w drodze do Boga i
drogowskazem do wartości ewangelicznych, nie przestając jednocześnie być towarzyszem
codziennych, zwykłych spraw. Z pewną radością przeczytałem w jednej ze studenckich
publikacji w prasie polonijnej wzmiankę o sobie i nazwanie mnie „duchowym przyjacielem”
klubu. Ten nieoficjalny tytuł oddaje coś, według mnie, bardzo ważnego – położenie
nacisku nie tyle na formalne struktury ile na relacje międzyosobowe w tym byciu
razem. Duszpasterstwo akademickie ma również pewien subtelny aspekt kulturowy. Każdy
Polak studiujący w Chicago, w mieście ze zorganizowanym życiem polonijnym, musi
odpowiedzieć sobie na pytanie „na ile mam być już amerykański, a na ile jeszcze
polski”. Nie ma jednej uniwersalnej reguły na rozwiązanie tego równania, tego egzystencjalnego
zadania. Każdy musi sam wypracować swoje własne rozwiązanie problemu – jak być otwartym
na to co dobrego daje Ameryka i jak zachować szacunek dla tradycji ojców i dziadków,
znad Wisły,Odry czy Dniestru. I dobrze
jest, gdy w tym szukaniu rozwiązania jest czas i miejsce na wspólną pracę, zabawę
i modlitwę.
o. Dariusz Dańkowski SJ
|
|